Może Tata, mogę i ja - pomyślał Tytus chwytając zaraz po śniadaniu za golarkę. Okazja nadarzyła się nie byle jaka, gdyż dostaliśmy zaproszenie (tzn. dostał Titson, ale ktoś go musiał podwieźć ;) ) na imprezkę w doborowym towarzystwie dwóch dam. Ogoleni i wypachnieni wybraliśmy się więc na wycieczkę.
Na miejscu okazało się, że dam w zestawie jest łącznie trzy, gdyż w pewnym momencie wybudzona ze śpiączki (na szczęście tylko popołudniowej) objawiła się prawie już dojrzała (w końcu dwuletnia) Ula. Po Niej nic już nie było takie samo. Nawet bezpośrednia konfrontacja Oliwki i Blanki niezbyt interesowała małego amanta.
Ula, jeśli to czytasz:
Rodzice chcieliby od siebie dodać, że kluczem do dzisiejszego sukcesu okazał się ... klucz. I w tym miejscu dziękują wszystkim zamieszanym w przeczesywanie trzech hektarów zaśnieżonych połaci ziemskich w poszukiwaniu sposobu na dostanie się do auta :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz