Little Dolittle (jak pieszczotliwie zwracała się do niego Babcia) wszedł do stodoły. Na kopcu siana rozsiadła się reprezentantka zwierzęcej ferajny, Koza Marianna. Wyglądała na zaciekawioną.
Pozostałe zwierzaki otoczyły ich gęstym kręgiem. W końcu nieczęsto zdarza się okazja rozmowy z "dwunożnym" (Wigilii nie liczyły, bo choć według legend właśnie wtedy ludzie mówili zwierzęcym głosem, jakoś żadnemu z nich nigdy nie udało się tego sprawdzić. Zdecydowanie za wcześnie kładły się spać).
Ku ich szczeremu zaskoczeniu, gdy już w końcu miały okazję pogadać z kimś rozsądnym, trochę odjęło im mowę i koniec końców treściwą rozmowę diabli wzięli i nie oddali. W tej sytuacji przemówił Little (na drugie Doktor):
- Zwierzacy! Od dziś będę Was karmił tym, czym będziecie chciały. Osobiście dopilnuję, żeby sianko w zagrodach było świeże a słoma czysta. Będę Was przytulał i karmił (ale nie moją bułką - pomyślał), a nawet pozwolę Wam pobawić się moimi zabawkami w każdy czwartek. Może być?
Meeeee! - odpowiedziała w imieniu zebranych Marianna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz