Ile można czekać? - pomyślał Tytus, gdy czas oczekiwania na obsługę w restauracji "Pod Babcią z Dziadkiem" niemiłosiernie się wydłużał. Nie chcąc tracić ani chwili więcej postanowił wziąć sprawy we własne łapki.
Na grzbiet zarzucił obiadową pelerynkę, samodzielnie wdrapał się na stołek (to, że sam sobie zupę podgrzał i przyniósł to oczywista oczywistość) i wygłodniały rzucił się na jedzenie!
A miłośnik rzucania się na jedzenie wygląda tak:
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
A teraz trochę historii: Na przestrzeni kilku miesięcy Mały Tytus przechodził przez różne fazy usamodzielniania się żywieniowego. Czasami wyglądało to tak:
A czasem tak:
Trzeba więc przyznać, że poczyna sobie coraz leppiej :)
Psst: muzyka - Big Cyc, ale nie mówcie im o tym ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz