niedziela, 19 sierpnia 2012

Maratończyk




zdjątko z gazety. Mały - sławny :)

Wczoraj w centrum Reykjaviku miało miejsce niecodzienne wydarzenie. W ramach obchodów Czegokolwiek 2012, oprócz parady i koncertów zorganizowano również rodzinny maraton! 
Najmłodsi maratończycy mieli do pokonania niebagatelny dystans 550 metrów. Na linii startowej zameldował się również reprezentant z Polski. 




3...2...1... Wystartowali!

470 metr. Nic nie zapowiada kłopotów ;)
Przy nieustającym dopingu (w końcu od czego ma się Mamę) Tytus dzielnie przebierał nóżkami wraz z setkami innych maluszków, a miarowe tupu tup rozchodziło się po całym mieście. Emocje sięgały zenitu, gdy nagle na 540 metrze coś się zepsuło ;). Titi najwyraźniej zgubiwszy sens i cel całego spaceru (a może to był skurcz?) oddał pałeczkę lidera blond dzieciaczkowi z Islandii.




medal zdobyty

Szybka akcja członków Ekipy Wspomagającej  nie wykluczyła go na szczęście ze strefy medalowej :D
Po wszystkim odbyła się wielka feta na cześć dzielnych biegaczy, z której skrót  poniżej.










PS: A  z szerszej perspektywy (w szerszej perspektywie? ) wygląda to TAK









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz