poniedziałek, 5 września 2011

Basen

W ramach pracy nad koordynacją ruchów i ogólnym rozwojem naszego Malucha, wyciągnęliśmy go (w końcu ;)) na basen. Wiedzeni (skądinąd słusznym) przeświadczeniem, że skoro radzi sobie tak świetnie w wannie, to i w basenie się odnajdzie, bez skrupułów rzuciliśmy Tytusa na głęboką wodę.













I choć początek nie nastrajał optymistycznie (bo woda była za zimna...) po chwili było już jak w bajce. Przetestowaliśmy Młodego w pływaniu na wszelkie możliwe sposoby: żabka, kraul, na plecach, na Mamie...









Przy okazji ciekawostka: Tytus musi mieć wyznaczony cel. Może to być błahostka, byle (teoretycznie przynajmniej) osiągalna. W wodzie za cel służyły dmuchańce, do których Maluch zawzięcie dążył. Woda jednak rządzi się swoimi prawami, i to co na wyciągnięcie ręki nie zawsze było uchwytne i zwyczajnie spływało Mu z przed noska :/












Koniec końców zmęczony ale chyba zadowolony Malec, zasnął jak kamień i nie obudził się (i nas!) aż do rana :)

Ps: po powrocie do domu w wózku zastaliśmy, zaskoczonego nie mniej niż my sami, gościa :)

Ps2: zdjęcia nijak się mają do tematu, ale fajne, nie? :)














2 komentarze:

  1. Super! To pierwsza przygoda z basenem? Widać, że od razu załapał o co w tym chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kapitan Tytus podbił basen:)

    OdpowiedzUsuń