Na wsi jak to na wsi - czyste powietrze i mnóstwo przestrzeni. Mały przebierał nóżkami w wózku, a wózek toczył się drogą. Czas płynął pomału w sielskiej atmosferze, o czym niech zaświadczą poniższe fotki.
Życie (nie)stety nie znosi stagnacji. Młody postanowił kuć żelazo póki gorące i dzięki wrodzonej charyzmie oraz sile perswazji ukrytej w głosie, znalazł się wraz z Mamą i Babcią na słynącym z zapiekanek Olsztyńskim Dworcu Głównym. A stamtąd już klasyczny rzut czapeczką do PraDziadka :)I byłby się Tata być może tego nawet nie dowiedział, gdyby nie tajemniczy telefon...
Nic co dobre nie trwa wiecznie. Wielopokoleniowe spotkanie na szczycie dobiegło końca. Podczas drogi powrotnej Tytus (o ile nie spał) jeszcze długo rozprawiał na temat nowo poznanych osób. I jednego Piesa :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz