
Dziś w nocy obudziły nas dziwne odgłosy dobiegające z pokoju małego Tytusa. Nie było to kwilenie, jęczenie, zawodzenie, a już na pewno nie był to płacz. Dźwięk przypominał raczej "coś" czające się w ciemności. Coś, czego normalnie nie chcielibyśmy spotkać.

Jako dociekliwi rodzice, postanowiliśmy zasięgnąć wiedzy książkowej. W naszej Wszechwiedzącej Biblii Niemowlaka sprawdziliśmy kolejno: kwękanie, stękanie, charczenie (przez "h" i "ch") i nic. Nawet pod hasłem "niemowlaki kontaktują się z UFO" nie znaleźliśmy choćby źdźbła informacji. Zero!
A że rodzice żyłkę detektywistyczną (to ta na czole:)) mają i nie poddają się tak łatwo, postanowili zbadać w warunkach laboratoryjnych, z czym to się je.

Nagrany "na wydechu" dźwięk poddany został odszumianiu, podgłośniony, przepuszczony przez kompresor dźwięków i masę innych trudnych i nikomu nic nie mówiących (ale za to jak fajnie brzmiących!) efektów.
Ostatecznie otrzymany dźwięk puściliśmy od tyłu...
Rozwiązanie okazało się banalnie proste: Tytus wspierając bokserską pasję Taty (w bezpiecznym wydaniu TV), po cichutku stękał
"A-da-mek! A-da-mek!"
Tata po nocnej pracy w Tajnym Laboratorium Dźwięku ostatecznie przespał walkę...

DAWAJ NA RING!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz