Ok. godz. 2 w nocy CET, kapitan Mama przekazała informację o podejrzanych ruchach w sektorze T1 do pułkownika Taty, który niezwłocznie wyruszył w teren. Raport nie pozostawiał złudzeń: w sektorze pojawiła się Kupa. Zaopatrzony w chusteczki myjące, oliwkę, zapas kremu do pośladków i świeżą pieluchę, rozpoczął akcję desantową mającą na celu szybkie i bezszelestne opanowanie przeciwnika.
Po dotarciu na miejsce sprawnie rozłożył ekwipunek by przystąpić do standardowych czynności operacyjnych. Rzucił okiem w kierunku obserwowanego celu. W sektorze panował spokój...
Metodycznie, krok po kroku, Tata rozpracowywał Kupę. Kropelki potu nerwowo tańczyły na jego czole. Był jednak spokojny i skupiony.
Gdy nagle rozpętało się piekło!
Pozornie uśpione siły wroga przeprowadziły kontratak na niczego nie spodziewającego się Tatę. Przeciwnik wykazał się niebywałym sprytem i zmysłem taktycznym. Wykorzystując chwilową nieuwagę porucznika zaatakował ponownie paskudząc nie tylko prawie założonego, świeżego Pampersa, ale i całą okolicę. Pułkownik trzeźwo uskoczył w bok chowając się za łóżeczkiem. W locie poczuł piekący ból ramienia. "Niedobrze" - pomyślał - "Rykoszet!"
Do rana dzielny porucznik wylizał się z ran ;)
I żyli długo i szczęśliwie :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz