środa, 13 kwietnia 2011

Nocne manewry

To miała być kolejna rutynowa akcja. Nic nie przepowiadało komplikacji, które stały się naszym udziałem...
Ok. godz. 2 w nocy CET, kapitan Mama przekazała informację o podejrzanych ruchach w sektorze T1 do pułkownika Taty, który niezwłocznie wyruszył w teren. Raport nie pozostawiał złudzeń: w sektorze pojawiła się Kupa. Zaopatrzony w chusteczki myjące, oliwkę, zapas kremu do pośladków i świeżą pieluchę, rozpoczął akcję desantową mającą na celu szybkie i bezszelestne opanowanie przeciwnika.


Porucznik jako zaprawiony w bojach żołnierz z dwutygodniowym przeszkoleniem ojcowskim, wiedział na co się porywa. Z chłodną kalkulacją podszedł do wykonania zadania. Nie wiedział jednak wszystkiego...
Po dotarciu na miejsce sprawnie rozłożył ekwipunek by przystąpić do standardowych czynności operacyjnych. Rzucił okiem w kierunku obserwowanego celu. W sektorze panował spokój...
Metodycznie, krok po kroku, Tata rozpracowywał Kupę. Kropelki potu nerwowo tańczyły na jego czole. Był jednak spokojny i skupiony.

Gdy nagle rozpętało się piekło!

To pułapka! - zdążył krzyknąć przez CB radio, lecz było już za późno.
Pozornie uśpione siły wroga przeprowadziły kontratak na niczego nie spodziewającego się Tatę. Przeciwnik wykazał się niebywałym sprytem i zmysłem taktycznym. Wykorzystując chwilową nieuwagę porucznika zaatakował ponownie paskudząc nie tylko prawie założonego, świeżego Pampersa, ale i całą okolicę. Pułkownik trzeźwo uskoczył w bok chowając się za łóżeczkiem. W locie poczuł piekący ból ramienia. "Niedobrze" - pomyślał - "Rykoszet!"


Wsparcie na szczęście nadeszło szybciej, niż Tata zdążył pomyśleć: "Kapitanie! Potrzebujemy kolejnej pieluchy!!!" Wspólnymi siłami sytuacja została opanowana. i na dalszą część nocy spokój zapanował w całym sektorze.
Do rana dzielny porucznik wylizał się z ran ;)

I żyli długo i szczęśliwie :D




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz