czwartek, 7 kwietnia 2011

Poznajemy świat


Jako, że podróże mamy we krwi, postanowiliśmy pokazać młodemu kawałek świata. Nie za duży, żeby nie przygnieść go jego ogromem (Tytusa ogromem świata, nie odwrotnie ;)). Taki w sam raz na początek. Wyprowadziliśmy więc dzidziusia na balkon.














Przygotowania trwały z pół godziny: karmienie (+ obowiązkowa kupa na drogę), przygotowanie wózka (nie obyło się bez internetowego instruktarzu podczas którego przemiła pani przekonywała nas, że tak wypasioną brykę można rozstawić jednym palcem. W porywach do trzech...), ubranie małego, uprzątnięcie drogi na balkon i pobieżne odgruzowanie samego balkonu, pamiątkowa fotka... i w drogę!











Cztery koła przez próg. Wicher wieje, ale fajnie jest. Wiosna. Opowiadamy więc historię o ptaszkach i chmurkach. Tyle, że opowieść trafia w próżnie, gdyż audytorium śpi snem niemowlęcym...

















1 komentarz:

  1. Tytusowi zupelnie bez roznicy czy w swoim lozeczku czy w wozku na balkonie :-) Najwazniejsze, ze brzuszek pelny a pielucha pusta :-)

    OdpowiedzUsuń